Make your own free website on Tripod.com
TOMEK'S DIVE PAGE     |     Home
                                                  
9-11-2001
Dzien, ktory bede pamietal do konca mojego zycia

Wtorek, 11 Wrzesien 2001 04:15. Bristol, Connecticut.

Piskliwy glos elektronicznego budzika wyrywa mnie z zbyt krotkigo snu. Szybki prysznic obmywa resztki nocnej ospalosci. Podobno mozna sie przyzwyczaic do rannego wstawania. Podobno! Poranna kawa przynosi pewna ulge zgwalconemu butalnym przebudzeniem organizmowi. Poranna rutyna. Jak codzien,  stanowczo postanawiam sobie nadrobic deficyt snu nastepnej nocy i jak codzien konczy sie to czyms co nazywam "spaniem na szybko". Pospiesznie wsiadam do somochodu i rozpoczynam swoj dwustukilometrowy dojazd do pracy.

Wtorek, 11 Wrzesien 2001 06:00. White Plains, New York.

Dojezdzajac do granicy Nowego Jorku wysluchuje prognozy pogody - zapowiada sie piekny, sloneczny dzien. Radio dla kierowcow donosi o korku w Tunelu Hollanda; poniewaz projekt nad ktorego realizacja aktualnie pracuje znajduje sie niemal u wylotu tunelu postanawiam wybrac okrezna droge. Przekraczam rzeke Hudson mostem George'a Washingtona i udaje sie na poludnie autostrada New Jersey Turnpike. Kilka minut pozniej ruch samochodowy zwalnia przed pierwszym punktem platniczym na autostradzie. Z wysoko polozonego wiaduktu obserwuje Manhattan i gorujace nad nim wieze World Trade Center. Wschodzace slonce rozswietla boczne sciany monumentalnych budynkow, podczas gdy elewacje frontowe pozostaja jeszcze w cieniu. Przez krotka chwile boki wiez zdaja sie plonac. Kilka sekund pozniej pomaranczowa kula slonca wynuza sie z poza horyzontu przerywajac niesamowity spektakl. Niecierpliwy dzwiek klaksonu jednego z wiecznie spieszacych sie nowjorczykow przywoluje mnie do rzeczywistosci. W poblizu portu lotniczego Newark skrecam  na Pulaski Skyway, ktora to droga doprowadza mnie z powrotem nad brzeg rzeki Hudson.

Wtorek, 11 Wrzesien 2001 07:00. Jersey City, New Jersey.

Dzien roboczy rozpoczyna sie otwararciem kontenera ze sprrzetem nurkowym. Na nabrzezu laduja kolejno kompresor powietrzny wraz z bankiem rezerwowym,zbiornik wyrownawczy, nagrzewnica do cieplej wody wraz z pompa, radiokomunikator nurkowy, powerpac do podwodnych narzedzi hydraulicznych , pila, spawarka, weze powietrzne, hydrauliczne i spawalnicze. Podczas gdy czesc ekipy zajmuje sie laczeniem gmatwaniny wezy i przewodow, pozostali czlonkowie uzupelniaja paliwo i sprawdzaja olej w poszczegolnych urzadzeniach. W miedzy czasie przebieram sie w skafander nurkowy omawiajac z kierujacym ekipa George'm Daly szczegoly mojego nurkowania.
Nieopodal ogromny zegar reklamujacy nie istniejaca juz fabryke pasty do zebow Colgate wskazuje 7:20. Niezly czas. Mimo woli zerkam w strone znajdujacego sie po przeciwnej stronie rzeki World Finnancial Center. Dostrzegam barke firmy MVN z ktorej nurkuja moi znajomi Neil Jaslowski, Nelson Elaias, Hector Anguita czy Adam Berardi. Ktorys z nich, jak ja, prawdopodobnie przygotowuje sie do zejscia pod wode.
Jeszcze tylko szybkie sprwadzenie krytycznych polaczen powietrznych (ufam tylko samemu sobie ....i to nie do konca), wkladam helm na glowe,przypinam weze do uprzezy, podlaczam ciepla wode do skafandra (o jak dobrze!).
"Jak mnie slyszysz?'- radiooperator zadaje rutynowe pytanie.
"Slysze cie glosno i wyraznie!" - odpowiadam dopelniajac protokulu sprawdzenia lacznosci.
Wskakuje do wody i szybko opadam na dno dzieki prawie czterdziestokilowemu pasowi balastowemu.
Mam szczescie: rozpoczyna sie przyplyw i wchodzaca w glab ladu woda morska niweluje prad rzeki. Pod koniec dnia, gdy sytuacje sie odwroci i fala odplywowa nalozy sie z pradem rzeki bede potrzebowal kazdego kilograma olowiu oraz calej mojej sily by pozostac na dnie i nie zostac porwany przez nurt, w drodze powrotnej do drabiny.
Po poreczowce trafiam do skupiska drewnianych pali. Glebokosc okolo 14 metrow, widocznosc zero - nie widze reki dotykajacej szyby w moim helmie. Moje zadanie na dzisiaj: przy pomocy hydraulicznej pily wyciac pale na lini mulu.
"Nurek na stanowisku! Opuscie pile!"- melduje obsludze na powierzchni.
"Roger! Opuszczamy pile!"-odpowiada radiooperator.
Po chwili czuje jak hydrauliczne weze opadaja na moje plecy. Odnajduje pile i ustawiam sie do ciecia pierwszego pala.
"Nurek gotowy do ciecia! Wlaczcie pile!"
"Pila wlaczona!"

Wtorek, 11 Wrzesien 2001 08:40. Jersey City, New Jersey.

"Powierzchnia do Nurka! Jest 8:40 za jakies dziesiec minut wyciagniemy cie na  przerwe sniadaniowa!"
"Roger! Zrozumialem!"
Przez nastepne kilka minut konczylem wycinac kolejny pal. 'Dziesic minut juz chyba minelo' - pomyslalem sobie - 'Nie ma sensu rozpoczynac nowego pala'.
"Nurek gotowy do powrotu na powierzchnie!" - zameldowalem przez radio.
Brak odpowiedzi. Po okolo pol minuty powtorzylem wiadomosc rowniaz bez skutku. reka sprawdzilem polaczenia radiowe na helmie - na dotyk wydawaly sie bez zarzutu. postanowilem poczekac kilka minut.
"Hej tam na powierzchni! Jest tam kto?" - zawolalem coraz bardziej zniecierpliwiony.
W sluchawkach panowala kompletna cisza.
'Prawdopodobnie awaria radia. Przerdzewialy drut, albo cos takiego.' - doszedlem do wniosku.
Wzdluz poreczowki wracalem w strone drabiny ciagnac za soba weze powietrzne.
'Cale szczescie, ze nie ma silnego pradu!' - pomyslalem.
Wyszedlem po szczeblach i ku swemu zdziwieniu znalazlem opuszczone kompletnie stanowisko nurkowe. Samodzielnie zdjelem helm nurkowy i odpielem pas. Dopiero teraz dostrzeglem cala ekipe zebrana na koncu nabrzeza.
'Swietnie!' - pomyslalem sobie - 'Co  tym razem spowodowalo, ze wszyscy opuscili stanowiska. Zdechly wieloryb? Czy moze znowu przeplywajacy yacht magazynu "Penthouse"?'
"Co tu sie do cholery dzieje?"- zapytalem nadchodzacego radioperatora Brada - "Zostawiliscie mnie bez asekuracji i komunikacji!"
"Nowy czlonek ekipy?"- ruchem glowy wskazalem na kotwiczny poler, wokol ktorego ktos obwiazal moje powietrzne weze.
"Przepraszam cie brachu, ale zapatrzylismy sie na ten pozar!"- powiedzial Brad wskazujac w kierunku Manhatanu.
Dopiero teraz unioslem glowe i zauwazylem kleby czarnego dymu wydobywajace sie z Polnocnej Wiezy
World Trade Center.

Wtorek, 11 Wrzesien 2001 09:03. Jersey City, New Jersey.

Pozostajac wciaz w mokrym skafandrze wyjelem  z samochodu sniadanie jednoczesnie wlaczajac radio na CBS News:
"O godzinie 8:46 samolot uderzyl w jedna z wiez WTC"- donosila nowojorska radiostacja, mieszczaca sie kilkanascie przecznic od dolnego Manhatanu.
" To nie pozar, to samolot udezyl w wieze!"- krzyknalem do stojacej na nabrzezu ekipy.
"Co za samolot ? Maly, prywatny?"-posypaly sie pytania.
"A moze to helikopter probowal ladowac na dachu budynku i zawadzil o maszt radiowy?"- glosno zastanawial sie Marcus More.
W tym momencie pomiedzy wiezami ukazala sie ogromna kula ognia obejmujaca swym zasiegiem przynajmniej 30 pieter drapacza chmur. Zanim ktokolwiek z nas zdolal otrzasnac sie ze zdumienia, slyszymy krzyczacy glos spikera radiowego : "Drugi samolot wlasnie uderzyl w druga wieze WTC!"
"Co sie dzieje? Jakies problemy z nawigacja?"- zapytal ktos glosno.
"Jakie jest prawdopodobienstwo dwoch samolotow, uderzajacych w dwie wieze WTC w ciagu dwudziestu minut ? To jest zamach terorystyczny!"- oswiadczylem zdumiony sam pewnoscia w swoim glosie.


Wtorek, 11 Wrzesien 2001 10:03. Jersey City, New Jersey.

Atmosfera staje sie coraz bardziej napieta. Wiemy juz o samolocie, ktory uderzyl w Pentagon. Radio donosi o siedmiu innych porwanych samolotach.. Nikt nie mysli wiecej o pracy. Z przejeciem obserwujemy szalejacy zywiol po drugiej stronie rzeki. Z samochodu wyjmuje morska lornetke. Przy jej uzyciu dostrzegam machajace bialymi chustkami osoby odciete w wiezach powyzej lini pozaru, a takze sylwetke spadajacego czlowieka.
Wiem ze ten obraz  na zawsze pozostanie w mojej swiadosci. Gesty dym spowija obydwa budynki coraz silniej, a pozostajace poza budynkami slonce oswietla je nadajac im nierealny niemal wyglad.
Nagle, w ciagu kilku sekund, niczym niezaslonieta tarcza slonca pokazuje swe oblicze. Mija moment nim uswiadamiam sobie co to oznacza. Tam gdzie jeszcze przed chwila stala Wieza Poludniowa  wznosi sie teraz chmura pylu.
Kilku z nas wyraza chec  pomocy w akcji ratowniczej, zdajac sobie sprawe z rozmiaru katastrofy. Pozostali chca wracac do domow. Decyzje za nas podejmuje mer Nowego Jorku Rudy Guliani. Z radia dowiadujemy sie o zamknieciu wszystkich drog, tuneli i mostow prowadzacych na Manhattan.

Wtorek, 11 Wrzesien 2001 10:20. Jersey City, New Jersey.

W suchym juz ubraniu szykuje sie do drogi powrotnej. Radio donosi o kolejnym samolocie, ktory rozbil sie w lasach Pensylwanii. Przy wiezdzie na autostrade zatrzymuje sie obok policyjnego patrolu.
"Jak najlepiej dostac sie do Connecticut?" - pytam z nadzieja.
" Nie wiem co ci poradzic. Wszystkie przejazdy przez Rzeke Hudsona sa zamkniete, az po most Tappan Zee."
Moj wzrok poda raz jeszcze w kierunku World Finnancial Center. W tym samym momencie zawala sie Polnocna Wieza. W radiu glos spikera miesza sie z krzykami ludzi i odglosami syren ambulansow. Telefony komorkowe przeciazone nie dzialaja. Po wielu probach udaje mi sie skontaktowac z domem. Bez skutku probuje dodzwonic sie do pracujacych niemalze tuz pod wiezami kolegow.
Piec godzin i 400 kilometrow pozniej docieram wreszcie do domu.

Epilog

Dzien pozniej wrocilem do pracy. Co kilka chwil moj wzrok kierowal sie w strone dymiacych pozostalosci World Trade Center. Jakas magiczna sila ciagnela mnia ku temu miejscu. Zdecydowanie nie byla to   ciekawosc gapia zatrzymujacego sie na miejscu wypadku drogowego - to czesc budzila we mnie najwieksze opory. Z jednej strony zdawalem sobie sprawe z tego co mnie w 'Ground Zero' czeka , z drugiej czulem, ze bedac naocznym swiatkiem jestem to winny ofiarom tragedii.
Kilka tygodni pozniej na wlasna prozbe rozpoczelem prace w akcji wydobywczej przy World Trade Center.
Bralem  udzial w inspekcji i poglebianiu toru wodnego, ktorym ogromne barki wywozily tony wydobytego materialu. Przeprowadzilem takze inspekcje zalanych kanalow kolei srednicowych. Przez kilkanascie miesiecy pracowalem przy umacnianiu scian retencyjnych odzielajacych wykop od rzeki Hudson zarowno od strony WTC, jaki nurkujac pod budynkiem American Express.

Gdy poraz pierwszy zobaczylem 'Ground Zero' przytlumil mnie ogrom zniszczan. Oczywiscie spodziewalem sie ruin - mialem juz wczesniej okazje widzec budynek wysadzony przez firme rozbiorkowa. To co mnie zaskoczylo to fakt, iz ujzalem przed soba, wciaz jeszcze dymiaca, gore pylu z gdzie-niegdzie sterczacymi tregrami i pretami zbrojeniowymi. Dwa 110 pietrowe budynki z betonu, szkla i stali, 50 000 stanowisk pracy z biurkami, krzeslami, komputerami, dywanami wszystko to sproszkowane "na pyl".

Chwilami teren WTC przypominal zwyczajny plac budowy: koparki, spychacze, ciezarowki, dzwigi i robotnicy. Tylko obecnosc strazakow i policjantow, ktorzy skrupulatnie przesiewali kazda garstke pylu w poszukiwaniu ludzkich szczatkow i dowodow rzeczowych przypominala o zaistnialej tragedii. W rutynie dnia pracy staralem sie znalezc zapomnienie.  Co jakis czas jednak, okrutna rzeczywistosc niszczyla misternie sklecony plan. W miejscu gdzie jeszcz przed chwila wrzala praca,  poszukiwawczy pies  z oddzialu K-9 odnajdywal trop. Strazacy z FDNY rozpoczynali kopanie. Po chwili charakterystyczny zapach obwieszczal wszystkim w poblizu, ze znaleziono kolejne zwloki. Ludzkie szczatki,  w plastikowym worku, umieszczano na noszach i przykrywano amerykanska flaga. Na calym placu budowy zamierala praca.
W absolutnej ciszy, w obecnosci kapelana strazy pozarnej, poprzez ludzki szpaler utworzony przez strazakow, policjantow i robotnikow,  niesiono nosze do oczekujacego na szczycie rampy ambulansu.
Przed oczami mialem "Tryumf Smierci" Breugela Starszego.

Wraz ze mna pracowali Nelson Elaias i Neil Jaslowski, ktorzy 11 wrzesnia 2001 roku cudem unikneli smierci, uciekajac posrod spadajacych na ich glowy szczatkow Boeinga 767 lot numer 11, ktory uderzyl w Polnocna Wieze. Spotkalem takze Hectora Anguite i Adama Berardi, ktorzy w chwili katastrofy wykonywali nurkowanie penatracyjne (150 metrow w poziomie) pod zbudowanym na palach budynkiem American Express, bezposrednio przylegajacym do World Trade Center. Gleboki szok psychiczny sprawil , iz Adam postanowil juz nigdy wiecej nie nurkowac zawodowo. Hector natomiast, starajac sie za wszelka cene ratowac swoj ukochany motocykl marki Harley Davidson, pozostawil pod gruzami swoj helm nurkowy oraz ubranie wraz z portfelem i zmuszony byl dotrzec do domu jadac na motocyklu w mokrym skafandrze.

Jednego dnia, pomiedzy gruzami, dostrzeglem fragment ogromnej, stalowej belki konstrukcyjnej, tworzacej szkielet budynku. Jeden z jej koncow, poddajac sie sile ognia, pek tworzac przy tym, jak gdyby polowe krzyza. Kierowany jakims wewnetrznym impulsem, siegnelem po palnik i drzaca reka wycialem reszte.
Po naradzie z zona postanowilem wyslac wazacy kilkadziesiat kilogramow krzyz do bliskiego naszym serca kosciola Swietego Stanislawa Kostki w Warszawie, gdzie w 1984 roku udzielal na slubu ksiadz Jerzy Popieluszko. Obecnie krzyz wyeksponowany jest w przykoscielnym muzeum.

Pracowalem po 12-14 godzin dziennie przez siedem dni w tygodniu, co wraz z dojazdem (dla mnie okolo 2 godzin w jedna strone) nie pozostawialo wiele czasu na zycie rodzinne. Wiele razy w czasie trwania akcji, wstajac o czwertej rano, po kolejnej zarwanej nocy, postanawialem sobie, ze to juz koniec - moj ostatni dzien.
Zmeczenie fizyczne i psychiczne zdawaly sie potwierdzac slusznosc tej decyzji. Kiedy jednak, po skonczonej zmianie oposzczalem 'Ground Zero', przez jedna z bram udekorowena kwiatami, swieczkami i zdjeciami ofiar, napotykalem stojacych tam ludzi, spontanicznie dziekujacych nam za wkladany wysilek, w mysli postanawialem sobie: "Jeszcze jeden tydzien!". Pewnego razu przy jednej z bram spostrzeglem starsza kobiete w zalobie, trzymajaca w reku zapalona swieczke. Kiedy przechodzilem obok, staruszka spojrzala mi prosto w oczy i wyszeptala: "ThankYou! God bless!"(Dziekuje! Niech cie Bog blogoslawi!). W tym momencie zrozumialem, ze jestem czescia czegos wiekszego i ze zostane tu jak dlugo bedzie potrzeba.
Podswiadomie czulem takze, iz jedynym sposobem na uporanie sie z dreczacymi moja psychike obrazami tragedii, bylo aktywne wspoluczestnicto w akcji ratowniczej i procesie odbudowy.


Patrzac z perspektywy czterech lat zdaje sobie sprawe, ze 11 wrzesnia 2001 roku byl jednym z najitensywnieszych emocjonalnie wydzarzen w moim zyciu. To co widzialem pozwolilo mi docenic rzeczy, ktore czesto uwazamy za nam nalezne, pozwolilo takze spojrzec w innym swietle na zycie, na jego  wartosc i przemijanie.